UWAGA! „Hand made” !!!

UWAGA HAND MADE

Dość! Włączam komputer, otwieram przeglądarkę, a tam z niemalże każdej strony atakuje mnie tajemnicze (lub też nie) „hand made„. Czasem ktoś pokusi się oczywiście o spolszczenie i swoje „twory” nazwie rękodziełem. Czy jednak słusznie? Jakie „dzieła” rzeczywiście zasługują na to miano? Dziś trochę teorii i mnóstwo narzekania – jeżeli nie macie na to siły, uciekajcie czym prędzej! 🙂

Od ponad roku prowadzę bloga o szyciu, trochę dłużej szyję – dla siebie, dla Hani, bardzo rzadko dla znajomych – nigdy jednak na zamówienie. Konsekwentnie odmawiam osobom, które wysyłają do mnie pytania o możliwość kupienia moich „uszytków”. Dlaczego? Moje poczucie estetyki i uczciwości nie pozwala brać od kogokolwiek pieniędzy za coś, co nie jest dopracowane w 100%.  Sama kupując cokolwiek oczekuję pełnowartościowego produktu, starannie wykonanego, o współmiernej do ceny jakości… Taką poprzeczkę stawiam też sobie. Do niedawna żyłam w naiwnym przekonaniu, że tak myślą wszyscy. A jednak… Średnio co drugi dzień, przeglądając tylko moją tablicę na Facebooku, dostaję białej gorączki na widok rzeczy z ogromem niedoróbek, których autorzy wycierają sobie gębę określeniem „hand made”. Coś tu chyba nie gra…

HAND MADE – to takie modne!

Bardzo cieszy mnie fakt, że rękodzieło i produkty hand made zyskują rozgłos i są coraz bardziej pożądane przez konsumentów. Z założenia są to przecież wyjątkowe przedmioty, w które twórca włożył mnóstwo czasu, energii i serca, i za które ma szanse otrzymać godne wynagrodzenie. Niestety… Nad walorami produktów rękodzielniczych – za sprawą ich „fejmu” – zawisło jednak tym samym widmo pseudo-rękodzielniczych (po-)tworów, o których wspomniałam już wyżej. Jako członkini wielu grup o tematyce szyciowej, ale także tych lokalnych typu „sprzedaż – kupno – zamiana” co rusz spotykam ogłoszenia o cudownych okazjach wykrzykujących „komplet t-shirt + spodenki HAND MADE na zamówienie!!! koszt 22 zł„. Pomyślicie pewnie teraz – „No tak – typowy pies ogrodnika – sama nie sprzedaje, to drugiemu też nie da”. Ok – macie do tego prawo. 🙂 Nie w tym jednak rzecz. Rozłóżmy tę cudowną okazję na czynniki pierwsze… 🙂

  1. Komplet t-shirt + spodenki – a na załączonym zdjęciu pseudo t-shirt bez rękawów, ale za to z pięknie postrzępionymi i totalnie krzywo wykrojonymi dziurami (nawet nie otworami na ręce – to byłoby zbyt pięknie powiedziane) oraz spodenki typu „baggy” – o zgrozo, też krzywe! Wszystko to z najtańszej dresówki lub jerseyu i „modnie” niewykończone przy krawędziach i dekolcie. Autentyk z wczorajszego przeglądu „internetów”… 🙁 Nie mówię, że moje uszytki są idealne, bo do ideału zdecydowanie im daleko, ale dlatego ja ich NIE SPRZEDAJĘ. Ludzie – czy Wam nie wstyd?
  2. HAND MADE – czyli, że co? Określenie wskazuje na coś posiadającego walory artystyczne (yyy?), coś wyjątkowego (a w albumie kilka takich samych, tragicznych jakościowo, zestawów)… Czy osoba, która opisała swoje nieudolne podrygi zorientowała się w ogóle w definicji rękodzieła? Pomijam, że szycie na maszynie to nie rękodzieło. A wystarczy tylko zajrzeć do Wikipedii:

    Rękodzieło – wyrób wytworzony w sposób nieprzemysłowy, posiadający walory artystyczne, najczęściej zawierający motywy typowe dla kultury, w której powstał.

  3. Koszt 22 zł – mało? dużo? Jak na rękodzieło to zdecydowanie za mało! Tę kwestię jednak już rozwiązaliśmy – obok hand made (oprócz tych krzywych dziur wycinanych ręcznie pewnie na kolanie) to nawet nie stało. Jeżeli byłoby to mimo wszystko uszyte na maszynie, ale z należytą starannością, powinno kosztować zdecydowanie więcej. W końcu i czas, i pomysł, wykonanie… W przytoczonym przypadku jednak – moim zdaniem – owe twory nigdy nie powinny być wystawiane na sprzedaż i już.

Rozumiecie już o co mi chodzi? Jeżeli coś rzeczywiście jest rękodziełem to powinno być DROGIE – tak, tak! Świetnie wyjaśniała to nie raz Qrkoko – zajrzyjcie TUTAJ i przejrzyjcie niektóre wpisy TU, bo lepiej na pewno tego nie ujmę. 😉 Jeżeli jednak coś jest potworkiem z resztek, które zostają nam po nieudolnych pierwszych próbach tworzenia – zostawmy to dla siebie i nie próbujmy wciskać nieświadomym ludziom szukającym – co zrozumiałe – oszczędności i jak najtańszego, ale dalej dobrej jakości produktu! Oszukujemy tym sposobem klienta, zniechęcamy go do całej branży rękodzielniczej, a dodatkowo nienaturalnie obniżamy wartość prawdziwych dzieł hand made. Pomijam fakt, że ja nie mogłabym spojrzeć sobie w twarz, gdybym tak perfidnie wykorzystała inną osobę i zwyczajnie ją oszukała. 

HAND MADE a szycie na zamówienie

Tak, jak juz wspomniałam wcześniej – szycie nie jest dziedziną, która wchodzi w skład definicji rękodzieła.  Nie oznacza to jednak, że popieram zaniżanie jego wartości! Bardzo często krawiectwo jest po prostu rzemiosłem, ale może być przecież i sztuką. Sama szyję i wiem, ile pracy, wiedzy i umiejętności wymaga wykreowanie dobrze układającego się ubrania, więc to po prostu nie może być tanie. Nie oczekujmy, że bluzka szyta na zamówienie za 30zł będzie wykonana z takiej samej jakości materiału i z taką samą precyzją jak ta za 100zł. Po pierwsze – osoba, która szyje więcej płaci za lepszy materiał, po drugie czas poświęcony na szycie (za jaki trzeba zapłacić) przekłada się na jakość. Proste, prawda? 🙂

Dobrze – koniec narzekań. 🙂 Ciekawa jestem Waszych opinii na temat, jaki dziś poruszyłam. Zgadzacie się ze mną, a może zupełnie nie? Też spotykacie się z takimi „super ofertami” w sieci – i być może nie tylko tu? Podzielcie się ze mną swoim zdaniem w komentarzach i – jeżeli uważacie temat za ważny – poślijcie ten tekst dalej w świat. 🙂

Do następnego!

Dominika

 

 

 

 

  • Nuva

    Dobrze napisane. Nic uszyte na miarę, w pojedynczych egzemplarzach, jeśli ma być dobrej jakości, i wykonania, nie może kosztować tyle co produkty z Chin. Dodajmy również kwestię kosztów prowadzenie działalności gospodarczej. Całe szczęście klienci są coraz bardziej świadomi i zaczynają rozumieć że jakość musi kosztować.

    • Myślę, że – usprawiedliwiając też kupujących – to niestety nasze polskie zarobki powodują, że zawsze szukamy gdzie kupić taniej. Mam nadzieję, że świadomość mimo to cały czas rośnie 🙂

  • Pingback: Życie po SZYCIU... - czyli co dalej? :) - BĘBENEK I STOPKA()

  • Pingback: Proszę... nie proś :) - BĘBENEK I STOPKA()

  • Gizrapka ABJ

    witaj, dopiero dziś odkryłam Twojego bloga… ja nie szyję (bo to, co tam próbuję wyrzeźbić na maszynie – zwać tak się nie ośmielam), ale bardzo bym chciała – z dzianin, jersey’u czy dresówki – dla siebie… mam maszynie, ponoć ze ściegiem overlokowym i nijak nie wiem, jak korzystać… ale dzielnie się uczę, wiec Twój blog z nieba mi spadł 🙂

    w kwestii hand-made… hmmm… ja swoje twory zwę rękoczynami – wykonuję je szydełkiem, ale nie tylko… na początku głównie „do szuflady”, potem w szufladzie miejsca zabrakło, więc albo rozdawałam znajomym, albo – jeśli ktoś bardzo marudził – sprzedawałam po cenie kosztów… żeby było np. na następne włóczki czy inne kartki… moje twory nie są doskonałe, nie są najczęściej nawet autorskie… gdzieś zobaczę fotkę rzeczy „must have” i odtwarzam… tylko czasem sama coś wymyślę i nie nazwałabym tego sztuką… ot, chociażby dlatego, że porównuję z faktyczną sztuką, prawdziwym rękodziełem czy z moją starszą siostrą – grafikiem i metaloplastykiem… wiem też, jakie popełniam błędy i w którym miejscu są niedoróbki… i uczciwie o tym oznajmiam… a jednak ludzie coś tam ode mnie chcą – nawet chcą płacić… nie lubię robić coś na zamówienie – raz, ze to mnie ogranicza, krępuję, a dwa – najczęściej wtedy najwięcej robię błędów, bo się napinam…

    czytając wypowiedzi pod tekstem, nieco zadrżałam… bo może i ja jestem „polską chinką”? bo sprzedaję, żeby mieć na następne materiały i w szufladzie się nie mieści? hmmm….

    • Z takim podejściem – szczerym i uczciwym co do jakości i jej oceny oraz argumentami dotyczącymi tego, dlaczego sprzedajesz nie zaliczyłabym Cię w żadnym razie do tej grupy 😉 Zdarzyło mi się też uszyć coś np.dla siostry czy dzieciaczków znajomych po kosztach – w sumie tylko za materiał – i nie czuję się oszustem. Nigdy nie nadawałam tym rzeczom rangi rękodzieła i uczciwie o tym informowałam. 🙂

      Trzymam kciuki za Twoją naukę szycia! Zapraszam częściej 🙂

  • Pingback: DIY - 3 powody, dla których tak je KOCHAMY :) - BĘBENEK I STOPKA()

  • artresania

    Oj jest sporo takich osób co im się wydaje że są super krawcowymi…. znam osobiście…:) i jak widzę zdjęcia z krzywymi ubraniami to mnie krew zalewa…:( Ostatnio dziewczyna wrzuciła na portal sprzedam… kocyk i zabawkę edukacyjną którą uszyła „SPRZEDAM OD RĘKI RESZTA NA ZAMÓWIENIE” Hmmm ok a niżej komentarz od koleżanki : ale ty zdolna jesteś odp. : no sama się dziwię (!!!) o mamo to jak ta osoba chce cokolwiek szyć a tu jeszcze sprzedawać skoro sama się dziwi temu co robi… raz jej wyszło i już sprzedaje…:/ to u mnie mama z babcią zaszczepiły robótki ręcznie i szycie na maszynie od niemowlaka swetrów przerobiłam miliony, nawet kartki i „drobiazgi” 🙂 dla dzieci ale NIGDY nic nie wystawiłam na sprzedaż…:) ja daje jak mam nie sprzedaje… 🙂 pozdrawiam tych którzy ciężko pracują na swój wizerunek HAND MADE i RĘKODZIEŁO prosto z serca 🙂

    • Takich ciężko pracujących niestety przez tych „fuszerkowiczów” ciężko znaleźć…:(

  • Jakoś przegapiłam ten post a mam podobne spostrzeżenia szczególnie odnośnie cen i jakości wykonania. Rynek jest zdecydowanie psuty przez kocykopodobne i koszulkopodobne twory z dresowych szmatek o rażąco niskich cenach. No bo się pytam jak spodnie czy koszulka , zaprojektowana i uszyta dla dziecka, nie w chińskiej szwalni w milionach sztuk, może kosztować 20 zł. No nie ma takiej opcji, bo tyle kosztuje materiał i to średniej jakości.
    Z drugiej strony mamy rzeczy bardzo drogie. I tylko my, szyjące, wiemy jaki udział w cenie to materiał itp., mniej świadomi nabywcy tego nie wiedzą. Uważam, że należy swoją pracę cenić i nie robią na mnie wrażenia sukienki dresowe za 300-500zl. Skoro są nabywcy, cena jest odpowiednia. Takie są prawa rynku.
    Sama ostatnio postanowiłam otworzyć mini sklepik z kilkoma rzeczami, które prototypowo uszyłam dla swojego syna i dzieci znajomych, w odpowiedzi na liczne zapytania skąd to i też chcę. Teraz po prostu odsyłam do sklepu, gdzie ceny są rzetelnie ustalone a rzeczy dobrej jakości. Bo odmawiać nie lubię, za to lubię szyć . Pozdrawiam 🙂

    • No i tu mnie masz – szycie jest rękodziełem 🙂

      Ps. Sklepik widziałam, ubranka cudne i fajnie, że ktoś, kto szyje już jednak jakiś czas i robi to bardzo dokładnie i rzetelnie zabiera się za sprzedaż – jest nadzieja dla szyciowego rękodzieła 🙂

  • Pingback: Strony nie znaleziono - BĘBENEK I STOPKA()

  • Cóż za burza! Powiem tak, ze wszystkim się zgadzam, ale się już nie oburzam 🙂 Słowo hand-made jest tak wyświechtane jak słowo miłość, prawdziwe rękodzieło, tak jak i miłość wymaga ogromnego wysiłku, co za tym idzie jest kosztowne. Oczywiście można szyć bluzy, czy inne kominy z dresówki, nie wykończyć brzegów (że niby tak modnie) sprzedawać to potem za 30 zł lub za 300 zł i nazywać to hand-made, znaleźć na to nabywców. Ktoś uszył, ktoś kupił, wszyscy są zadowoleni, więc cacy. Mamy wolny rynek. Że to psuje rynek, ano psuje, tak jak hipermarkety i inne biedronki. Cóż począć, włosy sobie rwać. Po co? Pocieszające dla osób zajmujących się rękodziełem zawodowo jest to, że mamy coraz więcej świadomych klientów, patrzących na coś więcej niż cena, mających pojęcie o rynku, kosztach pracy, o etykę, o technikę wykonania, jakość. I to jest fajne. Myślę, że na wartościowy wyrób w rozsądnej cenie, przy odrobinie marketingowego wysiłku znajdzie się klient 🙂 Pocieszające jest też to, że coraz więcej ludzi próbuje różnych form rękodzielniczych, a z tym idzie zrozumienie, jaka to ciężka robota.

    • Nie mam nic do dodania, więc po prostu dziękuję za opinię 🙂

  • Dobrze napisane! 🙂 Niestety żyjemy w epoce krótkich teminów, natychmiastowych realizacji i super promocji. Rękodzieło i hand made stały się słowami kluczami, które zatrzymuja na chwile spora rzesze odbiorców i sa zdecydowanie naduzywane. Jakiś czas temu zauważyłam, że na allegro był wysyp aukcji różnej jakości odzieży z dopiekiem „blogerski/blogerska”… Z tym, że tam efekt cenowy w druga strone. Drogo, bo modnie.
    A będac przy kwestii ceny – 22 zł za wspomniane „rekodzieło” – na chłopski rozum cena poniżej jakichkolwiek kosztów produkcji. Zakladajac ekspresowy godzinny czas na realizacje, przy najnizszej krajowej, to juz ponad polowa ceny koncowej. Na materialy, zuzycie pradu (przy szyciu maszynowym) itp itd zostaje 10 zl… Przy tych stawkach, jak ktos umie liczyc, to nie moze liczyc na wysoka jakość… 😉

    • I – jak widać – na takich praktykach tak samo cierpią również Ci, którzy nieświadomie (?) brną w proceder pseudo-rękodzielnyczych bubli sprzedawanych za grosze…

  • Lena Z Gdyni

    Myślę że to trochę bardziej skomplikowane…Kiedyś szyłam rózne drobiazgi, torebki, siatki, czapki itp, na potrzeby swoje i bliskich którym się podobały chociaż nie mam „fachowego” sprzętu jak choć by overlook. (Kiedyś chłopak tak się domagał czapki z upatrzonego materiału (bluza z jakąś kapelą) że musiałam ją uczyć ręcznie) Nigdy niczego nie sprzedawałam właśnie dlatego: No jak to, to jest głównie z materiałów z odzysku, z ręcznie obrzuconymi brzegami albo w ogóle.
    Kto to kupi? …
    A potem nasuneło się inne pytanie: Kto kupuje te rzeczy zamieszczane na portalach? Ja bym tego nie kupiła, głównie przez złe wykonanie, lub wygórowaną cenę. Ale nic nie istnieje jeśli nie ma zbytu.
    A teraz taka sytuacja: Razu pewnego robiąc porządki, znalazłam już nie noszoną czpkę. Uszyłam ją bo podobał mi się wzór na materiale i tak koszulka stała się czapką ale szybko okazało się że tak cieńki materiał to kiepski pomysł.
    Razem z innymi rzeczami dałam tą czapkę znajomej prowadzącej sklep charytatywny.
    I teraz ciekawostka… ta czapka się sprzedała, za kilka złotych jak to w sklepie charytatywny, ale najważniejsze jest to że bardzo sie pewnej pani spodobała, na tyle że w ogóle nie zwróciła uwagi że materiał jest trochę za cieńki i czapka przez to zbyt wiotka. Jej się podobała i koniec.
    Dlatego nie wypowiadam się za czy przeciw, ale sama się pytam.
    Czy i jak sprzedawać? Gdzie jest granica między tandetą a nietandetą? Wiem że technicznie, pomimo chęci i staranności, jeszcze brakowało, a jednak rzeczy się podobały. Czy to je czyni mniej tandetnymi? hihi chyba chcę się pocieszyć 😉 ale pytanie jest poważne.

    • Skomplikowałaś mi sprawę… 😛 A tak na serio – widzisz, mnie nie chodzi o to, żeby nie sprzedawać gorszej jakości rzeczy, mniej profesjonalnie wykończonych, itp… o ile uczciwie się o tym informuje. Razi mnie po prostu opisywanie każdego uszytku czy pierwszej lepszej bransoletki mianem rękodzieła. Dla mnie rękodzieło to coś wyjątkowego w swoim wyrazie artystycznym, pomyśle, ilości czasu, jaki na wykonanie danej rzeczy został poświęcony… To są rzeczy, które kosztują nie bez powodu. I tak powinno być. Nieuczciwym jest po prostu zlepek średnio profesjonalnego wykonania, jakości, niskiej (adekwatnie) ceny i określenia (nomen omen podwyższającego teoretycznie wartość) „hand made”. 🙂

  • Wiktoria

    Niestety coraz częściej spotykam się z osobami które zaniżają cenę. Miałam przyjemność rozmawiać z jedną Panią, która sprzedaje kocyki bawełna-minky za 85 zł gdzie w sklepach kosztują nawet 185 zł! Na materiały wydaje ponad połowę ceny gotowego kocyka bo bawełna powinna być dobrej jakości a minky oryginalne, które nie rozleci się po dwóch praniach. Skomentowała post na FB, w którym reklamowała swój kocyk…. Chyba się nie zdziwicie jak powiem, że niektóre panie sprzedawały po 30 zł ;O Jakiej jakości ta bawełna i to minky-podobny polar ?

    • I przez takie praktyki cierpią prawdziwie uczciwi i chcący godnie zarobić 🙁

  • Elżbieta Skibicka

    Ja również nienawidzę fuszerki i wstydzę się za obrzydliwej jakości handmade. Nie zgodzę się jednak, że szycie na maszynie nie jest rękodziełem. Ja używam maszyny codziennie i uważam swoją pracę za rękodzieło, może to nie zabrzmi skromnie, ale – za dobre rękodzieło 🙂 Podrawiam, Elis https://www.facebook.com/Elis-1538831846341902/?fref=ts

    • Temat maskotek już poruszyłam w jednym z poniższych komentarzy i przyznaję Ci oczywiście rację 🙂 A skromności ani mi się śni od Ciebie oczekiwać – jeżeli wiemy, że to co robimy jest dobre, to dlaczego mamy umniejszać swoje zasługi? 🙂

  • Moja mama w dzieciństwie szyła mi sukienki, a potem je sprzedawała sąsiadom, w tamtych czasach (lata 70 i 80) różnie było z dostępnością ubranek, więc wiele kobiet tak sobie radziło. Dziś nie ma takiej konieczności, ale z drugiej strony szycie nawet prostych i amatorsko wykończonych rzeczy dla dziecka to super frajda. Jeśli przy tym można dodatkowo zarobić, czemu nie. Z drugiej strony nie ma co się dziwić, że ktoś wystawia takie „uszytki” za niską cenę, one nie są warte więcej niż tania chińszczyzna z Zary (nomen omen straszliwie źle uszyta). Jeśli ktoś chce szyć dobrze i drogo, to musi zrezygnować z modnej masówki „kocyków z minky”, tylko szyć z wysokiej jakości materiałów i kierować się do klientów zamożnych. Mając do wyboru byle ciuch z dresówki za 70zł, często nawet bez wykończonego dekoltu (mało to znanych, drogich marek tak robi?), wolę kupić ciuch za 30 lub samej kupić identyczną dresówkę i mieć ten ciuch za 10zł. Gdyby drogie rzeczy były rzeczywiście z porządnych materiałów, a nie rozłaziły się w rękach po jednym praniu (nieobszyte dziurki lub prujące się paski to standard), warto byłoby więcej płacić. Ale tylko wtedy.

    • Wszystko jak najbardziej jest prawdą, ale oczekuję tylko, że sprzedawcy będą uczciwi – nie tylko przy wycenie, ale także określaniu grupy docelowej. Jeżeli ktoś szuka „hand made” czy „rękodzieła”, a trafia na tanie (adekwatnie do jakości) buble to coś jest nie halo…

  • Ja traktuję słowo rękodzieło bardziej jako określenie na coś stworzonego w pojedynczym egzemplarzu, nietypowego i wykonanego z dużą starannością. Dla mnie szycie na maszynie też może być rękodziełem, ale nie każde szycie nim jest. Wiem, jest to trochę nagięcie tego pojęcia, ale trudno 😛

  • Anna Poreda

    Niestety, internet i wszelkie jarmarki lokalne zalewa badziewie, które ja osobiście nazywam polską chińszczyzną. Niektórzy zapominają też, że rękodzieło posiada w swojej nazwie człon drugi: ARTYSTYCZNE. Z racji samej nazwy powinno więc być i dopracowane i wysmaczone. Ręcznie wykonane rzeczy napływają do nas przecież i z tych wspomnianych Chin… Nie sądzę, żeby Ci biedni skośnoocy bracia kleili tam coś nosem, czy stopami. Siedzą całymi dniami trzaskają niskojakościową reczną produkcję. Nie zgodzę się tylko z jednym stwierdzeniem, a mianowicie, że szycie to nie rękodzieło. Generalizować nie można, bo szycie to nie tylko odzież. Ja szyję zabawki. Część ich elementów jest szyta maszynowo, całość zespalana i dopieszczana ręcznie. Ile jest w nich artyzmu, cóż… chyba troszkę już mi się udało go dotknąć. Prowadzę działalność i póki co brak zażaleń. Długo jednak szyłam do tzw. szuflady zanim odważyłam się wypuścić te moje dzieci w świat. Cały czas pracuję też intensywnie nad udoskonalaniem swojej pracy. Może to kwestia wrodzonej upierdliwości, u innych zaś totalnego braku samokrytycyzmu 😉 Pozdrawiam serdecznie! Cottoni

    • Polska chińszczyzna – trafilaś w 100%. Ps. odnalazłam Cię od razu w odmętach Internetu i Twoje maskotki to „hand made” i rękodzieło ARTYSTYCZNE w pełnej tego słowa znaczeniu. Piękne! 🙂 Super, że tu wpadłaś i dzięki temu mogłam Cię odnaleźć 🙂

    • I jeszcze jesteś muzykiem! 🙂 Ach, jak cudownie! 🙂

  • Seremity

    Generalnie się zgadzam, choć jak dla mnie „hand made” to nie koniecznie to samo co „rękodzieło” (jeżeli taka jest jego definicja), choć tutaj to ja może akurat nie zgodziłabym się bardziej z definicją, bo moim zdaniem rękodzieło nie musi być artystyczne, tylko właśnie ręczne (biorąc tutaj szersze znaczenie słowa dzieło jako efekt pracy a nie coś wybitnego). W szczególności istniej pojęcie „rękodzieło artystyczne”, co dopiero nadaje mu artystyczny charakter.
    Inna sprawa, że szycie maszynowe nie jest ręczne oczywiście.
    A co do sprzedawania, to ja nie rozumiem takich osób. Umiałabym sprzedać coś co moim zdaniem nie jest perfekcyjne tylko wtedy, gdybym najpierw wskazała kupującemu/kupującej wszystkie wady.

    • W sumie masz sporo racji. Nie pomyślałam o „dziele” jako o efekcie, a właśnie w kategoriach artystycznych od razu. Dziękuję za dołożenie tej cegiełki do wpisu! 🙂

  • Monika Kruszyniak

    Zgadzam się w 100%. Szyję dla siebie od LO, dla dziecka od 4 lat a jak mam uszyć coś dla córki przyjaciółki to mam stresa. Sukcesem jest uszycie czegoś dla mamy i babci i wiedzieć że noszą z przyjemnością. Porażają mnie te niewykończone ubrania, szczególnie jak widzę je na dzieciach po dwóch praniach. O dziewczynach, które po uszyciu 3 rzeczy otwierają fp i sprzedają krzywe uszytki nawet nie chce mi się pisać. I te pytania na grupach jak coś uszyć, skąd wykroj ( najlepiej za darmo) albo zrzy anie pomysłów z szyjacych mam… Porażka.

    • Oby to były PYTANIA o wykrój. Jakiś czas temu spotkałam się z postem typu „dajcie wykrój na sukienkę 74”. Oczy mi prawie wypaliło jak to zobaczyłam 🙂

  • Wszystko prawda. A do białej gorączki doprowadzają mnie laski, które uszyły dziesięć bluz i legginsów dla swoich dzieci, i poczuły, że już są profesjonalistkami, otwierają sklep, a następnie na grupach szyciowych na Fb pytają, jak coś uszyć i co zrobić, żeby dekolt nie falował. Bo nigdy nie widziały na oczy flizeliny, nie wspominając o taśmie formującej. Albo pytają, czy do produkcji „sprzedażowej” konieczny jest im overlock. No rynce opadajo!!!
    Oddzielnym tematem są ceny. Jedne sprzedają za półdarmo, bo przecież one to tylko tak, ot, w domu ściubolą, no i przecież na czarno, a drugie wstawiają bluzę z dresówki, która kosztuje 32 zł/m i jest dostępna na piętnastu grupach i w siedmiu sklepach – za 250-300 zł!!!!! Jedne psują rynek, drugim się chyba coś w głowie pomieszało 😛
    Natomiast chylę czoła przed koleżankami, które szyją od wielu lat, a spod ich rąk wychodzą dzieła, które są dopieszczone, pięknie wykończone i jeszcze dopasowane do figury indywidualnej klientki.

  • Ważny temat poruszyłaś. Z tego powodu moja mama krawcowa nie szyje na zamówienie i nie może pojąć mojej potrzeby szycia. Mnie do szycia skłoniła wszechobecna tandeta za wysoką cenę. A szkoda mi pieniędzy na coś, co się będzie pruło po pierwszym praniu, a też drażnią mnie rzeczy źle skrojone, które obracają się na ciele. Z tego powodu wolałabym zapłacić więcej za rzecz dobrze wykonaną, ale i tu jest pułapka jak się okazuje. Oszustwo jak w przypadku żywności organic, która się okazuje całkowicie nieekologiczna, i oszustwo w hand made, które okazuje się być zwykłą fuszerką. Mało tego. Moja mama nie chce szyć na zamówienie, bo szyje perfekcyjne, rzeczy dopracowane są w każdym milimetrze, przy tym przymiarek też jest sporo, ale taka rzecz powinna kosztować swoje a jak tu konkurować z tanią tandetą, skoro gro ludzi woli taniej i więcej, zamiast mniej a lepiej. Ja szyć nie umiem, ale bardziej odpowiadają mi moje uszytki, jeszcze źle uszyte, ale na pewno nie sprują się po pierwszym praniu, niż kupne tanie niby dobre rzeczy, bo z metką sieciówki. Uczę się szycia powoli i nie bez bólu, ale nabieram umiejętności i wierzę, że z czasem uwolnię się od komercyjnej tandety, która razi mnie w każdym calu. Ale przez myśl mi nie przyszło, by z moją nieumiejętnością „szyć na zamówienie”.

    • aVGg

      Szkoda, ze Twoja mama nie szyje. Myślę, że znalazła by koneserów. Zajrzyj na szyjemy sukienki pl. Tam Panie szyję super dopracowane kreacje i jakoś się mają. Osobiście uważam, że to tylko wymówka. Nie szyje bo dużo tandety, nie szyję bo jest pepco i szmateks(tam też jest tanio). A Ty szyjesz bo szkoda Ci kasy na tandety. Moja teściowa też ma fach a ręku nie szyję bo jej się po prostu nie chcę ale ma milion powodów jakże sensownych ale lepiej m jak miłość oglądać niż coś w życiu robić. Tylko fakt do tego trzeba mieć chęci oraz pomysły. Ja mam pomysły ale mnei skręca bo nie mam fachu. Byłam na kursie ale co z tego jak nie mam czasu ćwiczyć. Jestem mamą z mężem na emigracji 😛

      • Podziwiam za znalezienie jakiegokolwiek czasu na kurs! 🙂 Głowa do góry, przyjdzie taki moment, że rozwiniesz skrzydła 🙂

    • Świetnie to podsumowałaś. Szkoda mi tylko, że Twoja mama – jako prawdziwy mistrz krawiectwa – nie ma pola do wykazania się w tej dziedzinie i godnego zarobku, na jaki zasługuje. Dlatego też między innymi zabrałam głos w tej sprawie – im więcej ludzi nawet „katem” oka zobaczy takie głosy, tym większa szansa na to, że coś się zmieni. A może to znowu tylko moja naiwność…? 🙁

  • I ja się w 100% zgadzam, ja też nie sprzedaję, bo widzę niedoskonałości. Raz uszyłam coś dla znajomych i strasznie się stresowałam że krzywo ścieg mi poszedł, prułam, szyłam raz jeszcze, bo to niby do znajomych, za darmo, w ramach podziękowań, ale nie umiałabym dać czegoś, do czego się nie przyłożyłam, czegoś co byłoby zrobione na kolanie, byle szybciej. TYm bardziej, jeżeli miałabym już coś sprzedawać nie wyobrażam sobie potraktować klienta w ten sposób, który oddaje za to swoje zarobione pieniążki. Niestety masz rację, chęć szybkiego zarobku za szmatki nazwane „hand made” jest teraz bardzo na topie. Zanim zaczęłam sama szyć kupowałam od osób szyjących rzeczy i wiem ile powinny kosztować te dobrze uszyte. Na pewno nie 22 zł….

    • Ja też szyjąc dla dzieciaczków znajomych strasznie się stresowałam. Zresztą – dalej rozmyślam nad tym, czy aby prezenty gwiazdkowe (!:)) były na pewno trafione i udane 🙂

  • Też nie sprzedaję swoich uszytków, a gdy robię je dla kogoś to nie pozwalam na najmniejsze nawet niedoróbki, ale to nie jest cecha wszystkich ludzi. Przejechałam się kiedyś na znanej blogerce robiącej biżuterię. Wszystko na stronie wyglądało pięknie, cudownie, tylko brać. Kupiłam bransoletkę, po czym dostałam ją zrobioną tak na odwal się, z wystającymi drucikami, nierówną, szkoda gadać. Od tego czasu nie kupię nic handmade w sieci.

    • No coś Ty… 🙁 Ja się nigdy nie nacięłam, ale bublowatych ofert jest niestety zatrzęsienie, a czegoś takiego jak skrupuły ich autorzy chyba nie znają, skoro szumnie zwą to „dziełami”. No kurczę, dlaczego ludzie dla ludzi są tacy nieuczciwi? 🙁

      • Niestety, przejechałam się na dziewczynie bardzo. I choć robi nowe rzeczy, które mi się bardzo podobają i jest podwykonawcą w firmie, która dba o wykonanie, to już nie zaufam „hand-made”om

  • Ja też szyję dla siebie i moich najbliższych i jak większość z nas jestem samoukiem w tej dziedzinie. Uczę się ciągle, staram się doskonalić i rozwijać i jestem świadoma braków, które posiadam. Może dlatego patrzę z dystansem na artykuły „Hand made”. To prawda, że bywa, iż ubranka czy inne akcesoria dziecięce nie są uszyte starannie i zgadzam się z Tobą, że nie zasługują na miano rękodzieła. Traktuję te wyroby jak mini produkcje odzieżowe, które jakością nie różnią się od tych wiszących na sieciówkowych wieszakach. Cena sugeruje jakość i kupujący powinni mieć świadomość tego, że to co kupują jest szyte masowo.
    Osoby, które szyją na pograniczu opłacalności psują rynek, ale mają prawo, by ustalać właściwą cenę za swoje produkty.
    Robię swoje i nie oceniam zbyt surowo innych, bo jestem wystarczająco wymagająca dla samej siebie.
    Ale tym wpisem poruszyłaś wrażliwy w tych kręgach temat.
    Pozdrawiam Cie serdecznie!

    • Oj tak, bardzo wrażliwy… Bynajmniej nie o samą ocenę jakości tych prac chodziło, a o określanie ich mianem rękodzieła. Bądźmy po prostu uczciwi – „hand made” czy „rękodzieło” to określenia, którymi nie powinno rzucać się na prawo i lewo, bo tracą za każdym razem na swojej wartości. 🙂

  • Jolanta Paszek

    wszystkimi rękoma, nogami an nawet wszelkimi ściegami (bynajmniej nie idealnymi) podpisuję sie pod tym!

  • Zgadzam się w 100% sama uczę sie szyc, czasem pochwale sie na fb, ale szyje tylko dla siebie. Nie sprzedaje, bo do doskonałości mi wiele brakuje, a nie chce wciskać ludziom badziewia. Raz uszyłam koleżance dla córki czapkę i komin, ale zrobiłam to za darmo. Może kiedyś zacznę sprzedawać swoje uszytki, ale dopiero kiedy będę mogła zaoferować potencjalnym klientom najwyższą jakość wykonania.

    • Też mam takie plany, ale nie wiem czy kiedykolwiek uznam, że to już 🙂 Powodzenia życzę 🙂

  • O boziu jak ja się z Tobą zgadzam! Ujęłaś to w bardzo fajny sposób. Ja pewnie posypałabym gromy,szyderę i nie nadawałoby się do publikacji 😀 Ja również unikam szycia dla kogoś własnie z identycznego powodu jak Twój. Siostra i siostrzeńcy się nie liczą, bo robię to z czystej miłości i za piękny uśmiech jak mawia moja mama 😉
    Moim ostatnim „hitem” są czapki domki i kominy o wysokości 25 cm…. Dużo niestety jest takich „pięknot”, ale osoby szyjące te cuda nie zrozumieją aluzji, że takich rzeczy się nie sprzedaje…. 🙁

    • O co chodzi z kominami wysokości 25cm? Moim zdaniem bardzo dobra długość.

      • Dla mnie trochę za mało, żeby chronić szyję 😉

        • To jakiej Ty masz długości szyję, że 25 cm nie starcza? Zawsze uważałam, że mam długą, a wystarcza mi komin rzędu 20cm. 😀

          • 30 to minimum 🙂 ale szyi nie mam aż takiej długiej 😀

          • Widać każdy ma inaczej. Choć po prawdzie od kominów wolę mój indyjski szal. Komin biorę tylko z okazji jazdy rowerem w śnieżycy, bo jednak szal szybko przemięka, szybciej niż polar. No i syntetyki szybciej schną.

          • Ja mam komin taki na dwa razy ukochany i on wysokość to ma chyba z 70 cm 😀

          • Przy takiej długości to już wychodzi efekt na Królową Elżbietę I, nie? 😉 No chyba że mówimy o takim kominokapturze, do zakładania na głowę, ale one mało praktyczne są. Fajnie wyglądają dopiero gdy są szerokie, a jak są szerokie, to bokami wieje.

          • U mnie tego efektu nie widać na szczęście 😀 Fajnie się prezentuje:) Czarny płaszcz i soczysta malina komina 😉

    • Nawet jeśli nie zrozumieją to ja się przynajmniej miałam komu wygadać 🙂 Czapki i kominy to swoją drogą nic ujmującego umiejętności – a szyte dla najbliższych są dla nich prawdziwymi skarbami 🙂

      • Moim „hitem” miałam na myśli osoby, które coś takiego szyją i sprzedają 🙂 Moje czapki regulaminowo piękne 😉