UWAGA! „Hand made” !!!

Dość! Włączam komputer, otwieram przeglądarkę, a tam z niemalże każdej strony atakuje mnie tajemnicze (lub też nie) „hand made„. Czasem ktoś pokusi się oczywiście o spolszczenie i swoje „twory” nazwie rękodziełem. Czy jednak słusznie? Jakie „dzieła” rzeczywiście zasługują na to miano? Dziś trochę teorii i mnóstwo narzekania – jeżeli nie macie na to siły, uciekajcie czym prędzej! 🙂

Od ponad roku prowadzę bloga o szyciu, trochę dłużej szyję – dla siebie, dla Hani, bardzo rzadko dla znajomych – nigdy jednak na zamówienie. Konsekwentnie odmawiam osobom, które wysyłają do mnie pytania o możliwość kupienia moich „uszytków”. Dlaczego? Moje poczucie estetyki i uczciwości nie pozwala brać od kogokolwiek pieniędzy za coś, co nie jest dopracowane w 100%.  Sama kupując cokolwiek oczekuję pełnowartościowego produktu, starannie wykonanego, o współmiernej do ceny jakości… Taką poprzeczkę stawiam też sobie. Do niedawna żyłam w naiwnym przekonaniu, że tak myślą wszyscy. A jednak… Średnio co drugi dzień, przeglądając tylko moją tablicę na Facebooku, dostaję białej gorączki na widok rzeczy z ogromem niedoróbek, których autorzy wycierają sobie gębę określeniem „hand made”. Coś tu chyba nie gra…

HAND MADE – to takie modne!

Bardzo cieszy mnie fakt, że rękodzieło i produkty hand made zyskują rozgłos i są coraz bardziej pożądane przez konsumentów. Z założenia są to przecież wyjątkowe przedmioty, w które twórca włożył mnóstwo czasu, energii i serca, i za które ma szanse otrzymać godne wynagrodzenie. Niestety… Nad walorami produktów rękodzielniczych – za sprawą ich „fejmu” – zawisło jednak tym samym widmo pseudo-rękodzielniczych (po-)tworów, o których wspomniałam już wyżej. Jako członkini wielu grup o tematyce szyciowej, ale także tych lokalnych typu „sprzedaż – kupno – zamiana” co rusz spotykam ogłoszenia o cudownych okazjach wykrzykujących „komplet t-shirt + spodenki HAND MADE na zamówienie!!! koszt 22 zł„. Pomyślicie pewnie teraz – „No tak – typowy pies ogrodnika – sama nie sprzedaje, to drugiemu też nie da”. Ok – macie do tego prawo. 🙂 Nie w tym jednak rzecz. Rozłóżmy tę cudowną okazję na czynniki pierwsze… 🙂

  1. Komplet t-shirt + spodenki – a na załączonym zdjęciu pseudo t-shirt bez rękawów, ale za to z pięknie postrzępionymi i totalnie krzywo wykrojonymi dziurami (nawet nie otworami na ręce – to byłoby zbyt pięknie powiedziane) oraz spodenki typu „baggy” – o zgrozo, też krzywe! Wszystko to z najtańszej dresówki lub jerseyu i „modnie” niewykończone przy krawędziach i dekolcie. Autentyk z wczorajszego przeglądu „internetów”… 🙁 Nie mówię, że moje uszytki są idealne, bo do ideału zdecydowanie im daleko, ale dlatego ja ich NIE SPRZEDAJĘ. Ludzie – czy Wam nie wstyd?
  2. HAND MADE – czyli, że co? Określenie wskazuje na coś posiadającego walory artystyczne (yyy?), coś wyjątkowego (a w albumie kilka takich samych, tragicznych jakościowo, zestawów)… Czy osoba, która opisała swoje nieudolne podrygi zorientowała się w ogóle w definicji rękodzieła? Pomijam, że szycie na maszynie to nie rękodzieło. A wystarczy tylko zajrzeć do Wikipedii:

    Rękodzieło – wyrób wytworzony w sposób nieprzemysłowy, posiadający walory artystyczne, najczęściej zawierający motywy typowe dla kultury, w której powstał.

  3. Koszt 22 zł – mało? dużo? Jak na rękodzieło to zdecydowanie za mało! Tę kwestię jednak już rozwiązaliśmy – obok hand made (oprócz tych krzywych dziur wycinanych ręcznie pewnie na kolanie) to nawet nie stało. Jeżeli byłoby to mimo wszystko uszyte na maszynie, ale z należytą starannością, powinno kosztować zdecydowanie więcej. W końcu i czas, i pomysł, wykonanie… W przytoczonym przypadku jednak – moim zdaniem – owe twory nigdy nie powinny być wystawiane na sprzedaż i już.

Rozumiecie już o co mi chodzi? Jeżeli coś rzeczywiście jest rękodziełem to powinno być DROGIE – tak, tak! Świetnie wyjaśniała to nie raz Qrkoko – zajrzyjcie TUTAJ i przejrzyjcie niektóre wpisy TU, bo lepiej na pewno tego nie ujmę. 😉 Jeżeli jednak coś jest potworkiem z resztek, które zostają nam po nieudolnych pierwszych próbach tworzenia – zostawmy to dla siebie i nie próbujmy wciskać nieświadomym ludziom szukającym – co zrozumiałe – oszczędności i jak najtańszego, ale dalej dobrej jakości produktu! Oszukujemy tym sposobem klienta, zniechęcamy go do całej branży rękodzielniczej, a dodatkowo nienaturalnie obniżamy wartość prawdziwych dzieł hand made. Pomijam fakt, że ja nie mogłabym spojrzeć sobie w twarz, gdybym tak perfidnie wykorzystała inną osobę i zwyczajnie ją oszukała. 

HAND MADE a szycie na zamówienie

Tak, jak juz wspomniałam wcześniej – szycie nie jest dziedziną, która wchodzi w skład definicji rękodzieła.  Nie oznacza to jednak, że popieram zaniżanie jego wartości! Bardzo często krawiectwo jest po prostu rzemiosłem, ale może być przecież i sztuką. Sama szyję i wiem, ile pracy, wiedzy i umiejętności wymaga wykreowanie dobrze układającego się ubrania, więc to po prostu nie może być tanie. Nie oczekujmy, że bluzka szyta na zamówienie za 30zł będzie wykonana z takiej samej jakości materiału i z taką samą precyzją jak ta za 100zł. Po pierwsze – osoba, która szyje więcej płaci za lepszy materiał, po drugie czas poświęcony na szycie (za jaki trzeba zapłacić) przekłada się na jakość. Proste, prawda? 🙂

Dobrze – koniec narzekań. 🙂 Ciekawa jestem Waszych opinii na temat, jaki dziś poruszyłam. Zgadzacie się ze mną, a może zupełnie nie? Też spotykacie się z takimi „super ofertami” w sieci – i być może nie tylko tu? Podzielcie się ze mną swoim zdaniem w komentarzach i – jeżeli uważacie temat za ważny – poślijcie ten tekst dalej w świat. 🙂

Do następnego!

Dominika