Szycie – jak to ugryźć? Czyli rzeczy, których potrzebujesz, żeby zacząć… :)

Muszę chyba wyciągnąć z szafy starą maszynę babci i wreszcie nauczyć się szyć…„, „Od czego zacząć?”, „Czego potrzebuję na starcie?„, „Czy polecasz jakieś podręczniki do szycia?„, „Jak w ogóle się za to zabrać?„… Od kiedy prowadzę bloga o tematyce szyciowej (czyli wcale nie tak długo :)) dostałam już od Was kilka tego typu wiadomości / komentarzy. W związku z tym, że posty o nowych uszytkach muszę odsunąć na trochę później (maszynę zdetronizowała nasza Kruszynka :)), postanowiłam podjąć się tego tematu, na ile tylko będę potrafiła. Zapraszam więc na (subiektywną) listę rzeczy potrzebnych, żeby wystartować. 🙂
Myślałam nad formą tego posta i ostatecznie postanowiłam podzielić wspomnianą listę na dwie części – rzeczy, które są niezbędne i te opcjonalne. Wydaje mi się, że da to całkiem realny pogląd na sprawę. W takim razie – zaczynamy! 🙂

1. Chęci!!! 🙂

Nie bez powodu punkt ten umieściłam na samym początku. Bez chęci i zapału nie da się wystartować z żadnym nowym projektem. Nie zastąpi ich choćby najlepszy sprzęt, miliony podręczników czy góra pieniędzy. Wydaje mi się, że może to potwierdzić każdy, kto kiedykolwiek zabrał się za naukę jakiejkolwiek nowej czynności – czy jest to sport, gra na instrumencie, dieta, nauka języków… Bez chęci ani rusz. 🙂

 

2. Maszyna do szycia

– oczywiście tylko wtedy, kiedy zamierzamy szyć właśnie przy pomocy maszyny. 🙂 Wydaje mi się jednak raczej jasne, że do szycia ręcznego maszyna nie jest konieczna…? 🙂
Jaką maszynę w takim razie wybrać na początek? Przede wszystkim sprawną. 🙂 Ja szyję na mechanicznym Singerze, model 8280 i mogę szczerze polecić go osobom, które dopiero zaczynają. Mimo, że nie wybierałam go sama, był to strzał w dziesiątkę. 🙂

Korzystam z niego od początku roku i naprawdę nie mogę na nic narzekać. Oczywiście, w chwili obecnej chciałabym mieć już u siebie coś bardziej „wszechstronnego”, ale postanowiłam sobie, że najpierw na 100% zaznajomię się z wszystkimi jego funkcjami i dopiero wtedy podejmiemy się z Mężem zakupu wyższego modelu. Po głowie chodzą mi już nawet jakieś konkretne, ale to melodia przyszłości, więc nie będę teraz tego roztrząsać – przyjdzie na to czas. 🙂

Singer, na którym szyję nie jest jednak pierwszą maszyną do szycia, z jaką miałam styczność. 🙂 W związku z tym, że moja mama szyła (przede wszystkim dla siebie , kiedy była jeszcze panienką, a później – kiedy byłyśmy z siostrą dzieciaczkami – również dla nas),  maszyna nie była dla mnie jakimś kosmicznym tworem, ponieważ była w naszym domu od zawsze. Moje pierwsze próby szycia odbywały się po kryjomu, kiedy mama wychodziła do pracy. 🙂 Było to około dziesięć lat temu. Prułam wtedy stare spodnie i przerabiałam sobie na torebki, piórniki… Zabawy było przy tym niemało, chociaż maszyna mamy nie zawsze chciała współpracować. A instrukcji nie było. 🙂 Wszystko ogarniałam na tzw. „chłopski rozum” metodą prób i błędów. Przy tamtej maszynie mój Singer jest jak cymbałki przy fortepianie. Czysta zabawa i przyjemność. 🙂
3. Materiały i nici 
Ja (nie licząc moich dawnych prób na starych ubraniach) zaopatrzyłam się na starcie w 2 metry materiału, który był lekko elastyczny i nie prujący się. Taki, jako początkującej, doradziła mi Pani w sklepie z tkaninami. Powstała z niego wtedy sukienka oversize odrysowana od jakiejś mojej bluzki. 🙂 Kupując materiał zaopatrzyłam się od razu w nici w dopasowanym do niego kolorze. Sukienka na szczęście wyszła w miarę ok i nosiłam ją w zasadzie do końca ciąży, więc na szczęście zakup nie został zmarnowany. 🙂 Uważam jednak, że jeżeli dopiero zaczynamy i chcemy po prostu nauczyć się najprostszych funkcji naszej maszyny, w zupełności wystarczy nam na przykład jakaś spora spódnica z second – handu kupiona za parę złotych. 🙂 Długie sukienki czy właśnie spódnice to naprawdę niezły kawał materiału, a wiadomo, że w razie gdyby coś poszło nie tak, zawsze łatwiej pogodzić się ze zmarnowanymi pięcioma niż czterdziestoma złotymi. 🙂
Co do nici – tu polecałabym jednak kupić takie, które dedykowane są do szycia maszynowego. Inne mogą sprawić sporo problemów, na przykład z zaplątywaniem się w bębenek lub płytkę ściegową, albo zapychaniem mechanizmu maszyny poprzez strzępienie się. Ceny nici maszynowych są różne – począwszy od polskich (Ariadna), których koszt waha się ok.2,50-3,50 zł. Z nieco droższych polecam firmę Gutermann (natomiast nasze rodzime nie odstają jakością). Nici nabywamy oczywiście w pasmanterii (lub czasem w sklepie z tkaninami, choć wybór może być tam bardziej ograniczony).
 
4. Coś do odrysowania formy na tkaninie 
Umyślnie nie sformułowałam, czego potrzebujemy na samym starcie, bo opcji jest kilka. Obecnie korzystam z pisaka samoznikającego, kredy lub mydełka krawieckiego, ale mój pierwszy ciuszek (wspomnianą wcześniej sukienkę) odrysowałam za pomocą długopisu i ołówka. Nie są to co prawda opcje najbardziej efektywne, ale można i tak. 🙂 Można użyć też zwykłych pisaków, ale obawiam się, że przy pierwszym praniu mogą puścić kolor i porobić na gotowej rzeczy plamy, które zepsują nam  i ubranie i (z pewnością) humor. 🙂 W mojej ocenie najlepszym sposobem, z którego do tej pory korzystałam jest pisak samoznikający – znika on od razu pod wpływem kontaktu z wodą lub samoistnie po max. 24 godzinach. Swój kupiłam w pasmanterii za ok.8-9 zł.
5. Dobre nożyczki
 
W tym punkcie naprawdę, naprawdę zachęcam do zakupu dobrych, ciężkich i – przede wszystkim – ostrych nożyczek krawieckich. Gwarantują one prawidłową pracę podczas krojenia materiału, bez jego niepotrzebnego zaciągania czy strzępienia. Ja swoje nożyczki kupiłam w pasmanterii za ok. 40-50 zł. Nie jest to może najniższa kwota, ale sprawują się świetnie. 🙂 Nie pamiętam niestety nazwy firmy, która owe nożyczki wyprodukowała, ale w dobrej pasmanterii na pewno uzyskacie fachową poradę w tej kwestii. Ważne, żeby nożyczki krawieckie wykorzystywać TYLKO do krojenia materiału – gwarantuje to ich długą żywotność. Bezwzględnie się tej zasady trzymam. 🙂
 
6. Szpilki
Nie rozpisując się – szpilki będą potrzebne do przypięcia wykroju do materiału przy odrysowywaniu oraz części ubrania do siebie podczas szycia. Pozwala to szyć bez niepotrzebnego naciągania i przesuwania kawałków stroju. Ja używam szpileczek z kolorowymi główkami. Sprawdzają się bardzo dobrze, nie „giną” w materiale i łatwo je zlokalizować, kiedy na przykład gdzieś upadną. Swoją drogą – szpilki to takie szczwane stworki, które gubią się na potęgę – nie wiem sama jak i kiedy. 🙂
 
7. Przyrząd do prucia
Kto czyta czasem moje posty o szyciu, ten w tym momencie wie, jakie dreszcze mnie przechodzą na samą myśl o tym malutkim ustrojstwie. 🙂 Grrr… Oj, nie lubię pruć. 🙂 Ale to, że nie lubię nie ma tak naprawdę znaczenia, bo po prostu czasem trzeba. Udało mi się uniknąć tej wątpliwej przyjemności podczas szycia pierwszej sukienki, ale był to tylko ten jeden raz. Dziś, szyjąc ją ponownie, na pewno skorzystałabym z tego „przywileju”. Zresztą – jest w niej kilka niedociągnięć, więc i tak sprawiedliwość w końcu ją dosięgnie. 🙂 Mój rozpruwacz (tak się to chyba groźnie nazywa?:)) był elementem podstawowego wyposażenia maszyny – i chyba zazwyczaj tak jest. Jeżeli nie, można go kupić w dowolnej pasmanterii za kilka złotych. Ten, którego używam, jest połączony z pędzelkiem przeznaczonym do czyszczenia okolic bębenka i płytki ściegowej. Z niego też korzystam – szczególnie po pracy z minky. 🙂
 
8. Linijka i centymetr krawiecki
Zabierając się za szycie nie miałam w domu ani linijki, ani tym bardziej centymetra krawieckiego. Czemu więc umieszczam go na liście podstawowej? Ano dlatego, że są to rzeczy naprawdę podstawowe. 🙂 Jak sobie radziłam bez nich? Posiłkowałam się między innymi kartkami w kratkę do odmierzania centymetrów i podkładkami na stół do rysowania prostych kresek. 🙂 Nie są to jednak sposoby ani dokładne, ani przyjemne. Nie polecam. Tym bardziej, że są to rzeczy naprawdę tanie. Wystarczy tylko pamiętać o ich zakupie – a to dla mnie był największy problem. 🙂
 
9. Żelazko i deska do prasowania
Nie ważne jakie – ważne żeby po prostu było w pobliżu, bo szycie wymaga ciągłego zaprasowywania szwów i łączeń. Gwoli przypomnienia – trzeba uważać na temperaturę, przy tkaninach delikatnych prasować przez cienką ściereczkę i generalnie na lewej stronie, coby nie zrobić sobie kuku na stronie prawej. 🙂
 
10. Duuuuuużo cierpliwości 🙂

O tak! Zaczęłam od zapału, bez którego nie ruszymy, a kończę na cierpliwości, która pozwoli nam nie rzucić wszystkiego w kąt po kolejnym pruciu, złym zszyciu części stroju, nieświadomym (a uświadomionym za późno) pominięciu jakiegoś ważnego kroku czy po prostu kiedy po raz enty coś nam nie idzie, a za nic nie wiemy co. 🙂 Można by pomyśleć, że ok – raz na jakiś czas przeżyję. Niestety takie sytuacje zdarzają się (przynajmniej u mnie) nagminnie i tylko święta cierpliwość sprawia, że mimo wszystko mam ochotę na więcej. 🙂

Przechodząc do listy rzeczy ułatwiających szycie, ale niekoniecznie niezbędnych na samym początku:

1. Wykroje Można szyć „na oko” lub przenosząc kształty swoich ubrań na materiał – tak robiłam na samym początku. (Edit: Nieeee‼️😱🆘❌)

2. Wymienne stopki – Ja, oprócz standardowej stopki do ściegu prostego, korzystam przede wszystkim z owerlokowej, sporadycznie tej do wszywania zamków. Posiadam też stopkę do obszywania dziurek na guziki i taką do zamków krytych, ale jeszcze z nich nie korzystałam.:)

3. Agrafki – Do wciągania gumek czy sznurków w tuneliki. Radziłam sobie co prawda bez nich, ale nerwów na tym zjadłam co niemiara. Kosztują grosze i – podobnie jak centymetr krawiecki – cały czas zapominałam o ich kupnie. Na szczęście już je mam. 🙂

4. Dodatkowe szpulki – Całkiem opcjonalnie. Jest to na pewno wygodna opcja, bo nie trzeba wykańczać nawiniętej poprzednio nici.

5. Wkłady flizelinowe – Przydają się zazwyczaj przy pracy z wykrojami. Ewentualne zapotrzebowanie jest ujęte w opisie szycia danej rzeczy. Wkłady dostępne są w sklepach z tkaninami.

6. Obcinacz do nitek – Ja dalej takowego nie posiadam – posiłkuję się tym przy maszynie (kiedy kończę ścieg) lub po prostu nożyczkami (kiedy obcinam pozostały po szyciu nadmiar nici).

7. Wymienne igły – Najlepiej różnych grubości. Ja posiadam zapas igieł standardowych, innych jeszcze nie kupiłam, bo póki co nie było potrzeby. Myślę jednak, że prędzej czy później sprawię sobie i takie do materiałów bardziej masywnych, i takie do delikatnych.

8. Naparstek – Też nie mam, ale czasem (jak ukłuję się na przykład podczas fastrygowania ręcznego) pluję sobie w twarz, że jeszcze go nie kupiłam. Dopisuję do listy rzeczy do kupienia. 🙂

9. Dodatkowe akcesoria odzieżowe – Na przykład zamki, guziki, gumki, naszywane lub naprasowywane aplikacje, haftki, itp… W zależności od potrzeb. 🙂 Dostępne w pasmanteriach.

10. Manekin krawiecki – Umieszczam go na samym końcu, bo bez niego naprawdę da się szyć. Chciałabym oczywiście mieć swojego manekina, ale w tym momencie to jedynie moje widzimisię. 🙂 Pomyślę za to nad samodzielnym zrobieniem takiego pod swój wymiar – jeżeli dojdzie to do skutku to na pewno zamieszczę opis wykonania na blogu. 🙂

I na tym kończę moją wyliczankę. 🙂 Mam nadzieję, że pomoże komuś wystartować z szyciem, komuś innemu może przypomni o jakimś drobiazgu, którego ciągle zapomina kupić… Zastrzegam raz jeszcze, że ekspert ze mnie w tej dziedzinie żaden – zbieram po prostu swoje doświadczenia i dzielę się nimi na ile tylko potrafię. 🙂

Jeżeli macie jakieś pytania lub sugestie – jeżeli coś pominęłam bardziej lub mniej świadomie – piszcie w komentarzach. Te są również doskonałym źródłem informacji dla innych – sama często korzystam z rad komentujących na innych blogach…:)

Do zobaczenia w kolejnych wpisach! 🙂
Dominika

Ps. Ten post pisałam dla Was od wtorku włącznie. Udało mi się na szczęście wyszarpnąć chwilę, żeby go jeszcze opublikować…:) Mam nadzieję, że z kolejnymi pójdzie mi szybciej. Zobaczymy…:)



🔻🔺🔻 Aktualizacja – styczeń 2017 😊 🔻🔺🔻

  • Obecnie szyję na komputerowej maszynie Łucznik Malwina wygranej w konkursie Szyciowy Blog Roku 2015 oraz na owerloku Brother – swoją drogą również wygranym w konkursie. 😊 Singer 8280 jest nadal ze mną jako maszyna zapasowa i nie mam zamiaru się go pozbywać, bo służył mi cały czas bezawaryjnie. W międzyczasie szyłam jeszcze na owerloku Singer kupionym w Lidlu – ten zmienił już jednak swoją właścicielkę (opinię na temat tej maszyny znajdziecie TUTAJ)
  • Do odrysowywania form na materiale wykorzystuję (oprócz wymienionych sposobów) bardzo chętnie podwójne radełko marki PRYM, które pokazywałam Wam na moim Instagramie i Facebook’u – polecam! 😊
  • Przyrząd do prucia to oczywiście PRUJKA – a nie rozpruwacz 😂
  • Wykroje to najlepsza (!) opcja nauki dla początkujących – może niekoniecznie jakieś bardzo skomplikowane modele z Burdy, ale na przykład proste formy na ubranka dziecięce – na przykład TE SPODENKI. Odrysowywanie kształtu gotowych ubrań to (już teraz to wiem) nienajlepsza droga. Mnie co prawda nigdy nie wyprowadziła całkowicie w pole, ale jednak nie polecam.
  • Mam już swojego manekina i naparstek, ale obcinacza do nitek dalej zapominam kupić 😋
  • Oprócz igieł standardowych (uniwersalnych) korzystam regularnie z igieł do dzianin – znacznie ułatwiają prace z elastyczną materią. Super jest tez igła podwójna – warto spróbować 😊

A może Wy dorzucicie coś od siebie? Zapraszam gorąco do wznowienia dyskusji 🙂