Płaszcz FUTERKO vel „BARANEK”

W kalendarzu co prawda na dobre rozgościł się maj, ale w rzeczywistości pogoda cały czas nas zaskakuje i za oknem każdego dnia obserwować mogę cały wachlarz zjawisk atmosferycznych. W związku z powyższym, cieplejszym okryciom wierzchnim nie powiedziałam w tym roku jeszcze do widzenia. Wam też zdarzyło się wyciągnąć w majówkę ciepłą kurtkę? Brrr… 🙂 Niemniej – korzystając z okazji postanowiłam nie zwlekać z publikacją zdjęć mojego futerka/płaszcza, które przelotnie pokazałam Wam już przy okazji spódnicy w panterkę – znając życie nie doczekałby się publikacji już nigdy. A skoro i tak mam kilka fajnych ujęć, nie omieszkam się nim z Wami podzielić. 🙂

Płaszcz FUTERKO

Futerka zawojowały miniony sezon jesienno zimowy, a jedną z ich najbardziej popularnych odmian były płaszcze-misie. Zauroczyłam się tym trendem i wypatrywałam fajnego futrzaka na wyprzedażach w sieciówkach, ale… – albo fason nie ten, albo cena zbyt (jak na moje standardy) wygórowana… Udało mi się kupić co prawda fajny model w kolorze bordowym, ale wymarzonego, jasnego nie mogłam upolować. W zasadzie pogodziłam się już z tym, że zima minie mi bez tego okrycia wierzchniego, kiedy na jednej z grup materiałowych wypatrzyłam sztucznego baranka. Cena była śmiesznie niska, więc zaryzykowałam i dorzuciłam do koszyka kilka metrów. 🙂

Materiał okazał się być dosyć sztywny i w sumie do samego końca nie wiedziałam co mi z tego eksperymentu wyjdzie. Na grupie sprzedażowej był opisany jako ocieplenie wewnętrzne, więc liczyłam się z ryzykiem niepowodzenia. Potraktowałam to jednak jako eksperyment. Poza tym – wiadomo jak to jest z modnymi rzeczami – niekoniecznie to, co podoba nam się na innych, fajnie leży na nas. Stąd moje kryterium cenowe przy opcji zakupu gotowego misia w sieciówkach. Musiało być na tyle okazyjnie, żebym przy totalnej wtopie stylistycznej (lub szyciowej) nie pluła sobie w brodę z powodu wyrzuconych w błoto pieniędzy… Miałam jednak szczęście i od jakiegoś czasu w mojej szafie wisi wymarzony jasny baranek. 🙂

Futerko – wykrój

Wykrój znalazł mnie poniekąd sam. Jak tylko zobaczyłam na grupie sprzedażowej sztucznego baranka, przypomniał mi się model, który widziałam kiedyś w Kocham Szycie. Odnalazłam zakodowany w pamięci numer i wykrój (Kocham Szycie 3/2018, mod. 122)   , przedłużyłam do pożądanej długości i zabrałam się za krojenie mojego futrzaka. 🙂

Ze wspomnianym magazynem nie mam wielkiego doświadczenia, ale po porównaniu moich wymiarów z tabelą rozmiarów oraz zmierzeniu wykroju w strategicznych miejscach zdecydowałam się na rozmiar 38. I dobrze. 🙂

Płaszcz posiada podszewkę wiskozową oraz kieszenie wpuszczane w szwy boczne. Zapina się na trzy naszywane zatrzaski. Najbardziej lubię nosić go jednak w formie rozpiętej lub nawet jako narzutkę na ramiona. W wersji zapiętej jest już bardzo ciepły. 🙂

Do samego końca procesu szycia nie byłam pewna czy znajdę w sobie odwagę, żeby założyć ten płaszcz publicznie. Zwłaszcza w zestawieniu jak powyżej, które – o dziwo – naprawdę lubię. 🙂

Nosiłam go jednak wczesną wiosną bardzo często w także mniej odważnych zestawieniach – z jeansami, sportowymi butami, bluzami… I wiecie co? Nie żałuję ani minuty i złotówki poświęconej na ten projekt.  Lubię taki finał szycia, zdecydowanie. 🙂

 


Zdjęcia w dzisiejszym wpisie to oczywiście sprawka Kingi – szukajcie jej na Facebooku i Instagramie jako 👉 @uwiecznione ❤️❤️❤️


 

Tradycyjnie – jestem ciekawa Waszego zdania na temat tego projektu. Fajnie/ kiczowato? A może jeszcze coś innego przychodzi Wam do głowy?

Czy też szyjąc eksperymentujecie w kwestii fasonów i kolorów? A może unikacie ryzyka i stawiacie na sprawdzone wykroje i kroje ubrań? 

Dajcie znać! 🙂

 

Do zobaczenia!

Dominika


Jeżeli chcecie pozostać ze mną w kontakcie i nie przegapić kolejnych postów (oraz moich szyciowych poczynań) obserwujcie mnie na Facebooku i Instagramie (gdzie chętnie dzielę się z Wami wieloma rzeczami za pomocą stories).

Zachęcam też do kontaktu bezpośredniego – czy to za pomocą maila, czy fb – zawsze chętnie porozmawiam 🙂