Jest wesele – jest sukienka! ‚Burda’ – podejście nr 2… :)

Ciąża, nie ciąża – są okazje, na które każda kobieta chce się po prostu wystroić i wyglądać wyjątkowo. Jedną z takich imprez jest wesele. Trafiło się i mnie (nie moje oczywiście, tylko kuzyna :).  Jako, że termin ślubu wypadł mi pod koniec ósmego miesiąca ciąży, wyzwanie było niemałe. Trzeba znaleźć coś wygodnego (priorytet odnoszący się do każdej rzeczy, którą narzucam na siebie ostatnio), odpowiednio eleganckiego i (tak sobie przynajmniej wymyśliłam) zgranego z porą roku – w tym wypadku piękną końcówką kwietnia. I tak oto powstała sukienka ciążowa w kolorze limonkowym…
Początkowo nie miałam zamiaru szyć sobie kreacji, tylko poszukać czegoś w sklepach z odzieżą ciążową. No, ale… Tak się w to szycie wkręciłam, że postanowiłam jednak spróbować – gdyby nie wyszło po prostu nie założyłabym tej sukienki, a inną. 🙂 Przewertowałam niemałą już kolekcję moich magazynów z wykrojami w poszukiwaniu inspiracji (do ewentualnych przeróbek na potrzeby nowej figury :). Wybór padł w końcu na wykrój typowo ciążowy pochodzący z „Burdy” 1/2015 (czyli tej pierwszej, którą kupiłam – wspominałam o niej TU).
Sukienka, którą wybrałam na pięknej pani z magazynu prezentowała się tak:
Oznaczona była nr 121. Opis szycia i krojenia, wraz ze szkicem sukienki znajdujące się w środku pokazują nieco więcej szczegółów:
Tak, jak już kiedyś wspominałam,  nie szyłam wcześniej z „Burdy” – moim pierwszym podejściem był żółty płaszczyk wiosenny, który uszyłam na podstawie „Szkoły szycia”. Zastanawiałam się w związku z tym, czy podołam pracy nad modelem oznaczonym dwiema kropkami… Nie miałam porównania do innych rzeczy, ponieważ „Szkoła szycia” poziomu trudności niestety nie określa. Czy było ciężko?  Oj tak… Czy dałam radę? Chyba tak, chociaż przy kolejnym podejściu do tego modelu popełniłabym,  mam nadzieję,  mniej uchybień. 🙂
Materiał, którego użyłam do uszycia sukienki kupiłam w sklepie Orient Fashion (online). Nie pamiętam już dokładnej ceny, ale nie przekroczyła ona chyba 10 zł/metr, więc nie panikowałam aż tak strasznie, ponieważ przy ewentualnym spartaczeniu sprawy straciłabym ok. 15 zł. To w końcu nie aż taki majątek :). No i w efekcie za te „grosze” mam teraz sukienkę, więc suma sumarum i tak wychodzę na plus (kobieca logika – wydać i twierdzić, że się zaoszczędziło :)).
Oprócz materiału korzystałam z:
    – nożyczek krawieckich

 

    – nici

 

    – centymetra krawieckiego

 

    – pisaka samoznikającego i ołówka

 

    – szpilek i przyrządu do prucia

 

    – gumki

– flizeliny do usztywnienia krawędzi

 

 

    – taśmy dwustronnie klejącej do podkładania brzegów

– Stopki owerlokowej oraz do ściegu prostego

 

Efekt końcowy prezentuje się następująco:

 

W związku z tym,  że dekolt tej sukienki jest dosyć głęboki, a aż tak ani natura ani ciąża mnie nie obdarowała, dorobiłam do niej „top”, który zakrywa co nieco… 🙂

 

W zbliżeniu prezentuje się to następująco :

Pod biustem wszyta jest gumka, która zbiera nagromadzony materiał układający się na brzuchu:

 

Tył jest zawiązywany przy pomocy tasiemki połączonej w szwie bocznym z przednim tunelikiem na gumkę:

W oryginale sukienka powinna posiadać jeszcze kieszenie, z których jednak zrezygnowałam (mimo, że wykroiłam je na samym początku). Uznałam, że w okolicy bioder centymetrów mi nie brakuje, więc nie będę sobie ich niepotrzebnie dodawać. 🙂 A i okazja niecodzienna, więc kieszeni bym chyba nawet w tym przypadku nie wykorzystała.

Sukienka ślub i wesele przetrwała w nienaruszonym stanie,  więc spełniła swoje zadanie. Zdjęcia były robione oczywiście później, podczas majówkowego spaceru po Skwerze Kościuszki w Gdyni. Dziękuję w tym miejscu mojemu niezastąpionemu fotografowi (w następnym poście efekty naszych blogowo-fotograficznych wojaży :))

Do zobaczenia niedługo!
Dominika