Dziewczęca SUKIENKA z MUŚLINU bawełnianego

Zastanawiam się czy kiedykolwiek w – już ponad trzyletniej – historii bloga pisałam aż tak przesunięty na linii „szycie – zdjęcia – post” wpis… Chyba nie. Zresztą – dzisiejsza sukienka Hani to kwintesencja słowa prokrastynacja. Namawiam Was jednak, żebyście nie byli jak ona i przeczytali ten wpis od razu. A jak zostawicie po sobie komentarz na dole, to już w ogóle rewelacja! 😉

MUŚLINowe love ❤️

Muślin bawełniany pojawił się na „szyciowych salonach” jakieś 1,5 – 2 lata temu i po narobieniu niezłego zamieszania (w pozytywnym tego słowa znaczeniu!) na dobre zawojował serca szyciomaniaków. Nie inaczej było też ze mną. ☺️ Połączenie naturalnego składu z lekko surową, gniecioną fakturą ma w sobie coś niesamowicie urzekającego. No i te kolory! Przepadłam i korzystając z czarnopiątkowych kodów rabatowych zamówiłam w sklepie POPCOUTURE moje pierwsze muślinowe cuda. Kalendarz wskazywał wówczas – tak jak dziś – październik. Październik 2017. 😅

W moim koszyku wylądowały 3 kolory muślinu bawełnianego – piękna miodowa żółć, bordo/marsala i niebieski à la jeans. Wszystkie trzy z założenia miały być sukienkami. Wszystkie trzy się nimi ostatecznie stały – mimo, że nieco inaczej niż na starcie planowałam. ☺️

Jako pierwsze w obroty wzięłam materiały w kolorze niebieskim i żółtym. Miały powstać z nich dwie sukienki z marszczoną spódniczką i długim rękawem oraz zapięciem na guziki na plecach. Wykrój upatrzyłam sobie w listopadowym (2017) wydaniu Burdy.

Sukienki miały powstać przed Bożym Narodzeniem – żółta jawiła mi się jako wigilijna kreacja Hani, a niebieska miała być prezentem dla jej starszej kuzynki. Plan wypełniłam połowicznie – niebieska sukienka rzeczywiście wylądowała pod choinką. Żółta – niestety – wykrojona zaległa między innymi czekającymi na uszycie rzeczami. I tak do wiosny… ☺️

Święta, święta i… święta!

Kiedy w żłobku zawisło ogłoszenie o planowanej sesji wielkanocnej (!) poczułam przypływ weny, która kazała mi dokończyć żółtą sukienkę (zanim Hania z niej wyrośnie). Tym razem poszło już w miarę gładko – miałam doświadczenie związane z tym krojem zdobyte podczas szycia pierwszej wersji tego modelu dla kuzynki Hani, Marysia była już parę miesięcy starsza i ciut łatwiej było mi zorganizować cały proces szycia… Usiadłam i uszyłam. O! ☺️

Obłożenie – podobnie jak w wersji niebieskiej, szytej jeszcze zimą – wykonałam z wzorzystej popeliny w delikatne kwiatki (więcej zobaczycie TUTAJ – w projekcie resztkowym). Dół i rękawki podłożyłam i podszyłam ozdobnym ściegiem tworzącym imitację gałązki z listkami (z tego co pamiętam pomagałam sobie taśmą termoprzylepną, żeby te krawędzie bardziej ustabilizować), a zapięcie na plecach zdobią cztery drewniane guziczki. Z przodu naszyłam też metkę z ekoskóry z dumą obwieszczającą światu, że oto Matka się zebrała i uszyła. A jak! ☺️

Jak się szyje muślin?

Zaskakująco dobrze! Co prawda jestem wielką fanką szycia z tkanin bawełnianych, ale trochę martwiła mnie niepokorna w swej naturze gniotliwość tego materiału. Wiadomo jak jest – tu się naciągnie, tam się przesunie, w konsekwencji coś się krzywo wykroi… Nie było jednak tak źle. ☺️ Tak, jak wspominałam – krawędzie, które trzeba było podłożyć oraz listwę zapięcia w obu (a w zasadzie wszystkich trzech, bo bordowy muślin spożytkowałam ostatnio w podobnym fasonie sukienki, która już poleciała w świat jako prezent) ustabilizowałam sobie taśmą flizelinową obustronnie klejącą. Dzięki temu nic mi się nie pomarszczyło pod stopką podczas szycia, a gotowa sukienka ładnie się na tych brzegach układa.

Nie pokazywałam tych eksperymentów na blogu (bo to jeszcze projekt w powijakach), ale od ponad roku – a może i więcej – testuję też szycie kreszowanego lnu. Wygląda podobnie do muślinu, ale jest ciut bardziej surowy w dotyku, więc i szyje się chyba trochę łatwiej. Niemniej – efekt, który da się uzyskać z muślinu bardzo mi się podoba i pewnie jeszcze do tego materiału wrócę.☺️

Wykrój z Burdy (nr 130 11/2017) też bardzo pozytywnie mnie zaskoczył – skorzystałam z noszonego wówczas przez Hanię rozmiaru 98 i pasował idealnie. Sukienka kuzynki też wpasowała się w noszony przez nią rozmiar, więc po prostu w tym przypadku wszystko się zgadza. Różnie z tym w Burdzie bywało, ale ostatnio coraz częściej rozmiarówka okazuje się bardzo typowa.

A jak wygląda dzisiejsza sukienka na właścicielce? W chwili obecnej sama nie wiem, ale mam zdjęcia sprzed  Wielkanocy, kiedy została uszyta. Czekały na publikację aż do teraz, bo zwyczajnie o nich zapomniałam. A jako, że i fason, i materiał są naprawdę bardzo fajne, postanowiłam się nimi z Wami podzielić. ☺️

Tak się robi (i robiło pół roku temu też) zdjęcia Hani – w ciągłym biegu. Ale coś widać ☺️

Swoją drogą – wczoraj skończyłam najnowszą bluzę dla Haniulki i udało mi się pstryknąć jej (ta dammmm!!!) pięć zdjęć. Jeżeli któreś będzie w miarę wyraźne, zobaczycie jak bardzo się zmieniła przez te kilka miesięcy. Sama widzę to dopiero przeglądając zdjęcia, na co dzień jakoś mi to umyka… ☺️

Jestem ciekawa czy macie własne doświadczenia z szycia z muślinu?

Lubicie ten materiał i podoba Wam się efekt, jaki z jego pomocą można uzyskać? A może nie idziecie na kompromisy i jak coś może być pogniecione z natury to tylko i wyłącznie len?

Dajcie koniecznie znać! 🙂

Do zobaczenia niebawem!

Dominika

 


Jeżeli chcecie pozostać ze mną w kontakcie i nie przegapić kolejnych postów (oraz moich szyciowych poczynań) obserwujcie mnie na Facebooku i Instagramie (gdzie chętnie dzielę się z Wami wieloma rzeczami za pomocą stories).

Zachęcam też do kontaktu bezpośredniego – czy to za pomocą maila, czy fb – zawsze chętnie porozmawiam 🙂